| BALS | Pasjonujący finał II ligi, Galaktyczni awansowali!

BALS

Pasjonujący finał II ligi, Galaktyczni awansowali!

Porywający, dramatyczny finał II ligi. W meczu Lubczy z Galaktycznymi sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Rzeszowianie prowadzili już 2:1 i 24:21, ale ekipa z Racławówki doprowadziła do tie-breaka. W piątym secie to ona prowadziła 10:5, ale rywale wyszli na 14:12. Koniec emocji? Nie! Po chwili meczową w górze znów miała Lubcza, ale Galaktyczni się obronili i w końcu wyszarpali wygraną 19:17. Obu ekipom należą się wielkie brawa za dramatyczny spektakl, który stworzyły. Galaktyczni w dwóch […]

Porywający, dramatyczny finał II ligi. W meczu Lubczy z Galaktycznymi sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Rzeszowianie prowadzili już 2:1 i 24:21, ale ekipa z Racławówki doprowadziła do tie-breaka. W piątym secie to ona prowadziła 10:5, ale rywale wyszli na 14:12. Koniec emocji? Nie! Po chwili meczową w górze znów miała Lubcza, ale Galaktyczni się obronili i w końcu wyszarpali wygraną 19:17. Obu ekipom należą się wielkie brawa za dramatyczny spektakl, który stworzyły. Galaktyczni w dwóch poprzednich latach przegrywali decydujące mecze o awans, tym razem udało się i zespół z Rzeszowa w końcu zagra w I lidze. Lubczy pozostaje baraż z dziewiątym zespołem I ligi- Strumykiem. Ekipa z Woli Zgłobieńskiej miała dziś szansę na wyskoczenie ze strefy spadkowej, ale nie zdołała urwać osłabionemu Union Jack’owi nawet seta. 9tą wygraną w sezonie odniósł mistrz, który oddał jedną partię Woz Budowi. Drinkteamowi zdarzyło się to dopiero po raz drugi w tym roku.

 

Początek meczu finałowego II ligi zdecydowanie należał do Lubczy. Ekipa z Racławówki grała na większym luzie, dużo pewniej i skuteczniej w ataku. Galaktyczni byli bardzo stremowani rangą spotkania. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby Lubcza mogła, a oni musieli. To nie mogło zwiastować nic dobrego dla Rzeszowian. Presja utrudniała im swobodną grę, za to team z Racławówki szalał w ataku. Nieomylny był leworęczny przyjmujący Jakub Adamczyk, a jego zespół zwyciężył pewnie do 21. Początek drugiej partii wyglądał podobnie, ale Galaktyczni w końcu się przełamali. Kilka udanych akcji sprawiło, że presja zeszła i rozpoczął się koncert ekipy z Rzeszowa. Pewne ataki Jakuba Kulasy, Piotra Czajora i Sebastiana Misia oraz kilka świetnych obron Jacka Błądzińskiego dały zwycięstwo do  17. Galaktyczni kontynuowali dobrą grę w trzeciej odsłonie i wysoko prowadzili. Lubcza uruchomiła blok, doprowadziła do remisu, lecz później Galaktyczni odskoczyli ponownie i wygrali do 20. W czwartej odsłonie poziom meczu jeszcze się podniósł a i emocji było co niemiara. Choć na początku znów dominowali rozpędzeni Galaktyczni, któzy prowadzili nawet 19:14. Ekipa z Racławówki odrobiła straty, ale ponownie dała odskoczyć rywalowi i przy stanie 24:21 rzeszowski zespół miał piłkę meczową na wagę awansu. Wtedy jednak stałą się rzecz niesamowita. Lubcza zaczęła stawiać szczelny blok i przewaga Galaktycznych posypała się jak kostki domina, a po chwili zespół ten musiał bronić piłkę setową! Zaraz potem przewaga znów wróciła na stronę Rzeszowian, ale w niewiarygodnych okolicznościach wygraną wyszarpała Lubcza zwyciężając 28:26. W tie breaku zespół z Racławówki grał na fali i prowadził już 10:5. Wydawało się, że rozbici poprzednią partią Galaktyczni znów stracą szansę na awans, ale nastąpił ponowny zwrot akcji. Galaktyczni grali dobrze blokiem i w obronie, wykorzystywali kontry i wyszli na prowadzenie 12:10. Po chwili mieli piłki meczowe przy stanie 14:12, ale koszmar z poprzedniej partii powrócił. Lubcza odrobiła straty i sama miała meczbola, ale z dalekiej podróży powrócili Galaktyczni. Po chwili w niewiarygodny sposób piłki meczowe broniła ekipa z Racławówki. Pasjonująca końcówka porwała kibiców, którzy wspierali jeden lub drugi zespół, a część nawet wstawała z wrażenia. Aż żal, że ten mecz musiał się skończyć. I skończył się wygraną 19:17 Rzeszowian, którzy oszaleli ze szczęścia po końcowym triumfie. Radość dla jednych, smutek dla drugich, ale dla obu ekip wielkie, wielkie brawa za stworzenie pasjonującego widowiska. Sam mistrz horrorów Alfred Hitchcock nie ułożył by bardziej dramatycznego scenariusza. Mecz z pewnością przejdzie do historii BALSu jako jeden z najbardziej emocjonujących. Galaktyczni w końcu awansowali, po dwóch latach pechowo straconych szans.

 

Te wydarzenia w hali w Kielanówce poprzedził mecz Strumyka z Union Jack’iem. Oba spotkania były ze sobą dosyć mocno powiązane, bo zespół z Woli Zgłobieńskiej był „faworytem” do gry w barażach z przegranym z meczu II ligi. Wygrana za trzy oczka dawała Strumykowi ósme miejsce w tabeli i utrzymanie. Początek był dla niego bardzo obiecujący. Do stanu 19:19 trwała walka punkt, za punkt. Osłabiony team z Rzeszowa miał spore problemy z nieźle grającym Strumykiem, który zaprezentował kilka efektownych pojedynczych bloków i silnych zbić głównie autorstwa Rafała Świdra . Rywale odpowiadali dobrą organizacją w grze i trudną techniczną zagrywką. Od wspomnianego stanu po 19 coś w grze Strumyka się zacięło. Zawodziły wszystkie opcje w ataku, przeciwnik odskoczył na 24:19 i nie trudno odgadnąć, że tę partię wygrał. Słaba końcówka odbiła się mocno na fatalnej postawie w początkach drugiej odsłony. Strumyk znów nie mógł ustabilizować skuteczności w ataku, a ładne zbicia mieszały się z fatalnymi błędami. Rywal prowadził już bardzo wysoko, ale ryzyko w zagrywce pozwoliło zniwelować część strat i ostatecznie Strumyk przegrał tylko do 20. Trzecia partia przypominała tę pierwszą. Wyrównana walka z nieznaczną przewagą  Rzeszowian. Dobra gra Mateusza Świstary i Łukasza Dołowackiego w ataku i kolejny przestój Strumyka w kluczowym momencie sprawiła, że także i ta partia padła łupem Union Jacka. Rzeszowski zespół kończy rywalizację na trzecim miejscu, Strumyk do maja nie może być pewny ligowego bytu.

 

Nowy- stary mistrz BALSu podejmował Woz Bud Boguchwała. Dość dobrze rozpoczęli ci drudzy, którzy przeważali do połowy seta. Kilka efektownych bloków zaliczył Arek Czerwiński. W drugiej części seta Drinkteam uruchomił zagrywkę, po kilku atomowych serwisach Marcina Sochy mistrzowie uciekli i wygrali do 20. W drugiej odsłonie team z Boguchwały zaczął równie dobrze jak w pierwszej i prowadził 6:2. Rzeszowianie szybko przejęli inicjatywę. Efektownie atakował Michał Pomianek, a jego zespół wygrał do 16. Woz Bud znów lepiej wszedł w początek trzeciej partii. Dobrze przyjmował libero Karol Wała, a skuteczny w ataku był Bartek Szalacha. Mistrzowie przegrali seta do 22 i była to dopiero druga oddana partia w tym sezonie!! Zacięty i stojący na niezłym poziomie był również set czwarty. Walka punkt za punkt toczyłą się do stanu po 20, ale później na wysokości zadania stanęli mistrzowie, którzy przypieczętowali 9tą wygraną w sezonie!

 

W ostatnim pojedynku wieczoru w Racławówce Izol-Mont podejmował Kopernicusa. Rzeszowianie grali w mocno okrojonym składzie, ale podeszli do meczu ambitnie i imponowali wolą walki. W pierwszej odsłonie Izol-Mont odskoczył na kilka oczek, których nie oddał już do końca i wygrał do 17. Zespół z Czudca popełniał sporo błędów szczególnie w zagrywce. W drugim secie Kopernicus poprawił grę w polu, ale nie serwis. Wystarczy powiedzieć, że oddali rywalowi aż 10 punktów z zagrywki! Świetna gra w polu pozwoliła utrzymywać kilku-punktowe prowadzenie, co dało zwycięstwo 25:21. Liderem zespołu był w tej partii Krzysztof Szczypek.  W trzeciej partii wynik był dokładnie odwrotny, a bardzo skutecznie grali Tomek Łuszczki i Bartek Maliczkowski. Oba zespoły ambitnie broniły trudne piłki. W kolejnej odsłonie lepiej spisywali się siatkarze z Czudca i wszystko wskazywało na nieuchronny tie-break. W końcówce Izol-Mont doszedł  przeciwników i zwyciężył do 22, a ostatnią piłkę zakończył lider Rzeszowian T. Łuszczki.

 

W zaległym meczu grupy B drugiej ligi, zespół Groszek Olszowiec Tyczyn podejmował Geronimo. W pierwszym secie zdecydowanie przewagę uzyskali zawodnicy z Rzeszowa, którzy dobrze spisywali się przede wszystkim w zagrywce. Rywale dwoili się i troili w przyjęciu, ale wiele piłek odbijało się od sufit i Geronimo wygrało spokojnie do 19. Od następnego seta mecz wyrównał się. Ekipa z Tyczyna prezentowała się już nieco lepiej. Chociaż początek seta tego nie zwiastował, to Rzeszowianie ponownie odskoczyli. Groszek Olszowiec zniwelował straty i wyszedł na prowadzenie 22:18. Geronimo doprowadziło do stanu po 23. Końcówka należała jednak do Tyczynian, którzy wygrali do 24. W kolejnym secie spadła efektywność gry Geronimo, a spokojnie prowadzący grę zespół Groszek Olszowiec zwyciężył do 17. Najbardziej zacięty był set czwarty, kibice mogli obejrzeć sporo obron,ładnych ataków i długich wymian. Ostatecznie Rzeszowianie w końcowych piłkach wyszarpali wygraną i zakończyli seta przy stanie  25:19. Emocję przeniosły się także na ostatniego seta, w którym żadna z drużyn nie mogła uzyskać przewagi. Oba zespoły grały bardzo walecznie, a po nerwowej końcówce lepsi okazali się siatkarze z Tyczyna, którzy wygrali 15:13.

podobne wpisy