| BALS | Nieoczekiwane kłopoty Royali, Wiśniowa w finale II Ligi!

BALS

Nieoczekiwane kłopoty Royali, Wiśniowa w finale II Ligi!

Wielkimi krokami do końca zbliża się sezon zasadniczy w BALS. Wiele drużyn piątkowymi meczami zakończyło tegoroczne zmagania. Ciekawie miało być w grupie B II Ligi, gdzie o  awans do finału walczyły korespondencyjnie trzy zespoły. Całą „zabawę” bardzo szybko zakończyła drużyna z Wiśniowej, która grając jako pierwsza, pokonała w trzech setach Prosport Marmax Czudec i była pewna swego, bez oglądania się na wyniki Jelczanki i Geronimo. Oba te zespoły znając […]

Wielkimi krokami do końca zbliża się sezon zasadniczy w BALS. Wiele drużyn piątkowymi meczami zakończyło tegoroczne zmagania. Ciekawie miało być w grupie B II Ligi, gdzie o  awans do finału walczyły korespondencyjnie trzy zespoły. Całą „zabawę” bardzo szybko zakończyła drużyna z Wiśniowej, która grając jako pierwsza, pokonała w trzech setach Prosport Marmax Czudec i była pewna swego, bez oglądania się na wyniki Jelczanki i Geronimo. Oba te zespoły znając rezultat  rywala nie spisały się na miarę oczekiwań i grając już na luzie straciły po jednym punkcie z potencjalnie słabszymi rywalami.  Wydawało się, że emocji nie będzie w meczach I ligi, a drużyny zagrają o przysłowiową pietruszkę. Stało się jednak inaczej. Doszło do sensacyjnych rozstrzygnięć. Zajmująca od dłuższego czasu 9 miejsce Lubcza pokonała 3:1 Pebis, a Royale przegrali z Galaktycznymi w trzech setach. W efekcie zupełnie niespodziewanie zespół z Racławówki wskoczył na ósme miejsce, spychając Royali, którzy teraz  będą musieli się bronić przed spadkiem w barażach z wicemistrzem II Ligi! W czwartek zaległy mecz wygrał wicelider- Union Jack Rzeszów.

 

 

 

Weekend w BALSie rozpoczął się wyjątkowo wcześnie, bo już w czwartkowy wieczór. Wówczas zaległy pojedynek rozegrali Union Jack i  Galaktyczni. Wszystkie trzy sety tego pojedynku miały podobny przebieg. Wicelider utrzymywał zaliczkę i przeważnie kontrolował przebieg boiskowych wydarzeń. Zespół Union Jack’a  zyskiwał na większym zgraniu i dobrej grze obronnej, w której brylował libero Piotr Rytarowski. Ekipa ta zwyciężała do 21 i dwukrotnie do 20. Dobrze spisujący się pod koniec ligi Galaktyczni ambitnie walczyli do końca, ale ostatecznie nie udało im się pokonać faworyzowanych rywali. Union Jack depcze po piętach liderowi z Woli Zgłobieńskiej, ale w ostatniej kolejce czeka go bardzo ciekawie zapowiadający się pojedynek z trzecim w tabeli Izol-Montem.

UNION JACK Rzeszów – GALAKTYCZNI Rzeszów 3:0 (25-20, 25-21, 25-20)

MVP: Piotr Rytarowski (UNION JACK)

 

W Lutoryżu spotkały się broniąca się przed spadkiem Lubcza i Pebis, który po świetnym początku, z czasem „pogubił” skład i zaczął przegrywać mecz za meczem. Początek też nie zwiastował Rzeszowianom nic dobrego, bo ekipa z Racławówki rozgromiła ich do 12. W drugiej odsłonie Pebis przypomniał sobie o dobrej grze z początku sezonu, odrzucił rywali serwisem i w efekcie zwyciężył do 18. Jak to zwykle po dwóch odmiennych setach bywa, ten trzeci był najbardziej zacięty i decydował o wszystkim. Długo trwała wyrównana walka, ale końcówkę lepiej rozegrali zawodnicy Lubczy i o to oni objęli w meczu prowadzenie 2:1. W czwartej partii Pebisowi nie wystarczyło już woli walki, aby jeszcze odwrócić ten mecz. Zespół z Racławówki odniósł drugie w tym sezonie zwycięstwo. Na wygrane musiał poczekać aż do ósmej i dziewiątej kolejki, ale opłacało się, bo dzięki temu zyskał szanse na utrzymanie, które po fatalnym początku sezonu wydawało się nierealne. Stało się ono faktem po zakończeniu kolejnego pojedynku.

PEBIS Rzeszów – LUBCZA Racławówka 1:3 (12-25, 25-18, 23-25, 18-25)

MVP: Eryk Czajka (LUBCZA)

 

Royale chyba nie do końca wiedzieli, że wynik poprzedzającego ich spotkanie meczu, może okazać się bardzo kłopotliwy.  Ich pojedynek z Galaktycznimi przebiegał spokojnie, mimo że był zgodnie z przewidywaniami bardzo wyrównany. Już w pierwszej odsłonie doszło do nerwowej końcówki. Wydawało się, że gra będzie toczyć się na przewagi, ale ostatecznie Galaktyczni zwyciężyli do 23. Nieco podłamani Royale w drugiej partii stracili kilka oczek i musieli ścigać przeciwników. Pościg ten okazał się mało skuteczny, a Galaktyczni wygrali 25:21. Najbardziej dramatyczny był trzeci set. Po dłuższym okresie wyrównanej walki, Galaktyczni po skutecznych atakach Bogdana Trawki, odskoczyli na 24:21 i wydawało się, że jest po wszystkim. Wtedy jednak popełnili kilka błędów i Royale doprowadzili do remisu. Mieli oni nawet swoje szanse na przedłużenie rywalizacji, ale w dramatycznych wymianach więcej zimnej krwi zachowali Galaktyczni i to oni zwyciężyli 29:27. Nieoczekiwanie okazało się, że ta przegrana zepchnęła Royali na 9 miejsce. To oznacza, że były mistrz ligi będzie musiał bronić się w barażach przed spadkiem.

ROYALE Rzeszów – GALAKTYCZNI Rzeszów 0:3 (23-25, 21-25, 27-29)

MVP: Maciej Koryl (GALAKTYCZNI)

 

Bardzo ciekawie zapowiadała się rywalizacja w grupie B. Tam trzy zespoły miały realne szanse na zajęcie drugiego, premiowanego awansem do finału miejsca. Jedno oczko przewagi nad pozostałą dwójką rywali miała Wiśniowa. Ten zespół rozpoczął swoje spotkanie najwcześniej, bo już o 17 w Lutoryżu. Początkowo drużyna ta miała spore problemy z ambitnie grającymi zawodnikami z Czudca. Młody zespół grał bez kompleksów i poczynał sobie całkiem śmiało. W wyrównanej końcówce Wiśniowa wytrzymała jednak presję, dobrze atakował Karol Arciszewski i po zwycięstwie 27:25, jego ekipa objęła prowadzenie w meczu. To znacząco uspokoiło Wiśniową, która w drugiej partii grała już spokojnie i efektownie,  co pozwoliło wygrać 25:13. W ostatnim secie Czudec zagrał nieco lepiej i do końca miał szanse na dogonienie rywala, jednak ten nie wypuścił już swojej szansy z rąk i wygraną za trzy punkty przypieczętował awans do finału. Osiągnięcie to jest godne podziwu, gdyż zespół z Wiśniowej do rozgrywek przystąpił w zastępstwie za Wysoką Strzyżowską i zaczął zmagania od drugiej kolejki!    

PROSPORT MARMAX Czudec – Wiśniowa 0:3 (25-27, 13-25, 20-25)

MVP: Karol Arciszewski (Wiśniowa)

 

Walcząca o awans Jelczanka, rozpoczynając o 17:30 w Racławówce swoje spotkanie, nie znała jeszcze wyniku Wiśniowej. W pierwszym secie zespół ten grał bardzo nerwowo i o dziwo cały czas przewaga utrzymywała się po stronie Nagłego Zrywu Piwosza, który popełniał mniej błędów. Na tablicy widniał wynik 15:8 i wydawało się, że mecz rozpocznie się od niespodzianki. Przy serwisach  Adama Fabińskiego, Jelczanka odrobiła straty i ostatecznie po nerwowej końcówce zwyciężyła 26:24. Drużyna z Boguchwały nie podłamała się tą porażką i w II secie też miała przewagę. Tym razem Nagły Zryw Piwosza nie popełnił już błędu z poprzedniej odsłony i do końca skrupulatnie pilnował zaliczki, wygrywając do 21. Podobny przebieg miała trzecia partia, zakończyła się ona nawet identycznym wynikiem, tyle że z wygranej cieszyli się Rzeszowianie,  a ciężar gry w ataku wziął na siebie przestawiony na atak Łukasz Polański. W między czasie gracze Jelczanki dowiedzieli się, że nie grają już o nic, ale sporo wyrównanej walki było także w kolejnej odsłonie. Prowadzenie tym razem przechodziło z rąk do rąk, było kilka dłuższych wymian, a zawodnicy dołożyli też parę mocnych ataków, których wcześniej nie było zbyt wiele. W dramatycznej końcówce szczęście uśmiechnęło się do Piwoszy i w tym meczu o wszystkim zadecydować miał tie-break. W nim do połowy trwała walka punkt za punkt, dopiero po zmianie stron Rzeszowianie odskoczyli na trzy oczka i dowieźli przewagę do końca.

JELCZANKA Rzeszów – NAGŁY ZRYW PIWOSZA Boguchwała 3:2 (26-24, 21-25, 25-21, 24-26, 15-11)

MVP: Łukasz Polański (JELCZANKA)

 

Nadzieję na awans już przed meczem porzuciło Geronimo, które znało wynik Wiśniowej. Początkowo Rzeszowski zespół radził sobie jednak całkiem dobrze. Przewagę skuteczną grą w ataku i na zagrywce wypracowywał Mirosław Sowa, co pozwoliło jego zespołowi w dwóch pierwszych odsłonach zwyciężyć do 17. Wydawało się, że ten mecz zmierza ku końcowi, jednak Geronimo nieco spuściło z tonu i chciało dograć ten mecz na stojąco. W pełni wykorzystali to gracze ze Strażowa, którzy do końca wierzyli i starali się odmienić losy rywalizacji. W III secie długo utrzymywali prowadzenie, ale później przegrali kilka dłuższych akcji i przy stanie 24:21 Rzeszowianie mieli pierwszego meczbola. Ofiarnie podbijane piłki przez Prohurt przedłużyły jednak to spotkanie, a w kluczowych momentach ręka nie zadrżała kapitanowi zespołu ze Strażowa Grzegorzowi Dudkowi. Mecz toczył się dalej, Geronimo nie było w stanie powrócić do wcześniejszej koncentracji, z kolei rywale mocno rozochocili się wygranym w dramatycznych okolicznościach setem i zaczęli znakomicie bronić. Udawało się im też wykańczać akcje w ataku, a w samej końcówce bardzo ważne piłki kończyła Anna Broszkiewicz i jej drużyna wygrała do 22. W tie-breaku początkowo przeważało Geronimo, ale Prohurt ciągle walczył i doprowadził do remisu. W  końcówce popełnił jednak kilka błędów w ataku  i ostatecznie przegrał 15:13.

GERONIMO Rzeszów – PROHURT Strażów 3:2 (25-17, 25-17, 24-26, 22-25, 15-13)

MVP: Mirosław Sowa (GERONIMO)    

 

Do meczu PSP PLUS Zgłobień – X Team Rzeszów nie doszło, gdyż rzeszowski zespół po raz drugi w tym sezonie nie stawił się na mecz i przegrał go walkowerem

PSP PLUS Zgłobień – X TEAM Rzeszów 3:0 (15-0, 15-0, 15-0) walkower 

podobne wpisy