| BALS | A miał być szlagier!

BALS

A miał być szlagier!

Kolejny piątek miał upłynąć kibicom BALS-u pod znakiem szlagieru, meczu na szczycie, pojedynku pierwszej z drugą drużyną naszej ligi. Mecz na pewno szlagierowy nie był, a mówiąc żargonem piłkarskim toczony był do jednej bramki. Spokojne zwycięstwo z przedostatnim zespołem tabeli odniósł obrońca tytułu Izol-Mont, a po zaciętej walce Abi pokonało osłabiony Pebis. W drugiej lidze coraz pewniej do awansu zmierzają doświadczeni siatkarze Union-Jack’a.     Na sali w Racławówce […]

Kolejny piątek miał upłynąć kibicom BALS-u pod znakiem szlagieru, meczu na szczycie, pojedynku pierwszej z drugą drużyną naszej ligi. Mecz na pewno szlagierowy nie był, a mówiąc żargonem piłkarskim toczony był do jednej bramki. Spokojne zwycięstwo z przedostatnim zespołem tabeli odniósł obrońca tytułu Izol-Mont, a po zaciętej walce Abi pokonało osłabiony Pebis. W drugiej lidze coraz pewniej do awansu zmierzają doświadczeni siatkarze Union-Jack’a.

 


 

Na sali w Racławówce odbywały się mecze I ligi. To właśnie pierwsze spotkanie miało być hitem kolejki. Wicelider z Boguchwały podejmował lidera z Woli Zgłobieńskiej. Małe derby gminy Boguchwała bardzo stronnicze. Podrażniony ostatnią porażką Strumyk już na rozgrzewce wykazywał ogromną determinację i energię. Podobnie było w meczu. Bardzo silna zagrywka i atomowe ataki braci Rusinów szybko wybiły Boguchwalanom z głowy sen o zwycięstwie. Pierwsze dwie partie rysowały się niemal identycznie. Od samego początku do końca zdecydowana przewaga literujących w tabeli siatkarzy Strumyka. Nieco bardziej wyrównana walka miała miejsce w trzeciej partii. Strumyk grał jednak tego dnia rewelacyjnie i chyba zrozumiał, że meczy nie wygrywa się już w szatni. Na końcówkę włączył drugi bieg i dzięki niesamowitej sile ognia wygrał także i tą odsłonę. Boraty zagrali na pewno poniżej możliwości i nie podjęli walki. Teraz Strumyk wydaje się już być pewniakiem do tytułu.

 

Drugie starcie zapowiadało się bardzo ciekawie. Osłabieni brakiem kluczowego zawodnika Marka Żyłki siatkarze Pebisu mierzyli się z sąsiadem w tabeli Abi Rzeszów. Od początku w meczu trwała wyrównana walka. Pierwszy set wygrany jednak do 23 przez Abi. W drugim secie bardzo dobrze spisał się jednak Pebis. Zaczął nie tylko skutecznie atakować ale i świetnie blokować i dzięki temu wygrał drugą odsłonę do 18. Role odwróciły się ponownie w III secie. Znów bardzo dobrze zaczęli grać siatkarze Abi i to oni zdominowali tego seta wygrywając do 16. DO czwartego seta Pebis przystąpił zatem w bardzo trudnej sytuacji, gdyż musiał walczyć o pozostanie w meczu. I stanął na wysokości zadania. Choć przez sporą część tej partii wynik oscylował w granicach remisu, to na swoją korzyść zdołali ją rozstrzygnąć wciąż walczący o mistrzostwo gracze Pebisu. O wszystkim decydował więc tie-break. Choć pierwsi prowadzenie objęli siatkarze beniaminka, to  na zmianie stron 8:6 prowadził Pebis. Przewaga została jedna szybko zneutralizowana i doszło do stanu 13:12 dla Abi. Po akcji Pebisu piłka wpadała w nie obstawione pole po stronie Abi, ale kapitalną obroną popisał się kapitan Rzeszowian Michał Pomianek, jego koledzy zdołali zakończyć tą akcję skutecznym atakiem, a kilka chwil później cały mecz szczelnym blokiem. Choć w meczu nie zabrakło efektownych ataków (jak np. Przemka Cyrulika czy Ryszarada Bursztyki) to na uwagę zasługuje głównie świetna gra w obronie. Szczególnie wyróżnili się gracze Abi, którzy wyciągali momentami nieprawdopodobne piłki. Jak zwykle bardzo ambitnie zagrał kapitan Michał Pomianek. W drużynie Pebisu nieobecnego Marka Żyłkę próbował w ataku zastąpić Przemysław Cyrulik, a nieźle rozgrywał Mateusz Bieńkowski.

 

W ostatnim meczu trzeci zespół ligowej tabeli i obrońca tytułu Izol-Mont Rzeszów podejmował młody zespół Kopernicus Czudec. Faworyt był tylko jeden i nie zawiódł. We wszystkich trzech setach przeważał Izol-Mont. Wyrównana walka trwała jedynie do połowy 3 seta. Choć Rzeszowianie nie zachwycili, to na popełniającego masę błędów rywala wystarczyło. Na uwagę zasługuje świetna gra w kolejnym meczu z rzędu środkowych Izol-Montu, a dziś szczególnie Bartosza Maliczkowskiego i co staje się niemal regułą perfekcyjne dowodzenie grą zespołu przez rozgrywającego Bernarda Dąbrowskiego, a ułatwiało mu to dobre przyjęcie libero Katarzyny Sondej.

 

W Niechobrzu grała za  to grupa D II ligi. Wszystkie mecze miały ważny wpływ na losy awansu. Pierwszy mecz to pojedynek wciąż liczących się w walce choćby o drugie miejsce Galaktycznych Rzeszów z Awinionem. Debiutanci stworzyli w miarę ciekawe widowisko. Pierwsze dwa sety to dominacja Galaktycznych i dobra gra w ich szeregach Jakuba Kulasy. Później przebudził się Awinion wygrywając kolejną partię do 21. Galaktyczni nie wykorzystali w IV secie szansy na wygraną za trzy punkty i na przewagi ulegli rywalowi. W tie- breaku okazali się lepsi od Awinionu i wygrali do 11.

Drugi mecz to kolejne tego dnia derby gminy Boguchwała i starcie sąsiadów „zza miedzy”. Dream Team Zgłobień podejmował Tuszany Niechobrz. Mecz również miał być wyrównany i był, choć gra toczyła się seriami. Jedni zdobywali kilka punktów z rzędu, by kilka chwil później stracić tyle samo. Mecz dobrze rozpoczął się jednak dla wygrywających w ostatnich starciach tych drużyn siatkarzy ze Zgłobnia, którzy wygrali pierwszą partię do 20. W identycznym stosunku zakończył się set II, ale tym razem był on zwycięski dla Niechobrzan. Równo grający gospodarze triumfowali także w trzeciej i czwartej partii, a w całym meczu 3:1 i tym razem derby zapisali na swoją korzyść.

Ostatni mecz zapowiadał się jednak najciekawiej. Oba zespoły walczą o awans, ale faworytem w starciu z Orłem Kielanówka był jednak Union-Jack. Pierwszy set dość zdecydowanie wygrany właśnie przez Rzeszowian, ale w drugiej partii zwyciężyli rywale. Bardzo ważny dla losów spotkania był set trzeci. Po zaciętej walce do 22 wygrali go spadkowicze. W ostatniej- jak się okazało partii Orłowi zabrakło sił i przegrał dość znacząco do 10. W bardzo doświadczonej drużynie Union Jack’a świetnie spisał się rozgrywający Bartłomiej Skowroń, a trudne piłki kończyli Łukasz Dołowacki i Mariusz Wilczyński. Najlepszym aktorem widowiska była jednak.. jedyna w tym towarzystwie kobieta- Urszula Dziadosz. Grając na pozycji libero nie tylko perfekcyjnie przyjmowała, ale też broniła wiele piłek. Co więcej gdy z konieczności musiała przenieść się na lewe skrzydło wcale nie zagrała gorzej.

podobne wpisy