| BALS | Iskra MDK krok od finału II ligi.

BALS

Iskra MDK krok od finału II ligi.

Iskra MDK Rzeszów w hicie kolejki pokonała ZIBER TAXI Strzyżów 3:1. Spotkanie to prawdopodobnie było rozstrzygające dla losów grupy A. Dzięki wygranej Iskra jest już o krok od awansu do finału II ligi, który gwarantuje przynajmniej udział w barażach o I ligę. W grupie B nic jeszcze nie jest jasne, a szansę na zajęcie pierwszego miejsca mają Groszek Olszowiec i HellBoys Niechobrz. Obie te ekipy wygrały dziś swoje mecze po 3:0.     […]

Iskra MDK Rzeszów w hicie kolejki pokonała ZIBER TAXI Strzyżów 3:1. Spotkanie to prawdopodobnie było rozstrzygające dla losów grupy A. Dzięki wygranej Iskra jest już o krok od awansu do finału II ligi, który gwarantuje przynajmniej udział w barażach o I ligę. W grupie B nic jeszcze nie jest jasne, a szansę na zajęcie pierwszego miejsca mają Groszek Olszowiec i HellBoys Niechobrz. Obie te ekipy wygrały dziś swoje mecze po 3:0.

 

 

Zdecydowanym hitem dzisiejszego wieczoru był ostatni pojedynek na sali w Woli Zgłobieńskiej. Spotkały się w nim niepokonane dotąd zespoły Iskry MDK i Ziber Taxi. Obie drużyny do tej pory straciły zaledwie po jednym punkcie. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację w tabeli i pozostałe do rozegrania mecze, starcie to rysowało się jako kluczowe dla losów rywalizacji w grupie A. Zaczęło się lepiej dla Rzeszowian, którzy od początku utrzymywali skromne prowadzenie, głównie dzięki dobrej zagrywce, w  której brylował Mateusz Walas. Siatkarze z MDK zwyciężyli 25:22. Większych emocji nie było natomiast w drugiej partii. Z Iskry nieco uszło powietrze, a strzyżowski zespół zaczął dobrze zagrywać i bez problemu wygrał tę odsłonę do 17. Mecz od tej pory zaczął się od nowa. Żaden z zespołów nie odpuszczał, trwała zacięta i emocjonująca walka punkt za punkt. W III secie przy stanie 24:22 dla Iskry w pole zagrywki powędrował środkowy tejże drużyny- Marcin Petranik i posłał asa serwisowego po taśmie. W IV odsłonie Rzeszowianie przeważali od początku seta, dobrze grę zespołu prowadził Mateusz Kocur, który czasem rozdawał kolegom piłki na pusta siatkę. Potem Iskra prowadziła nawet 20:15 jednak Ziber zerwał się do walki, odrobił straty, ale po nerwowej końcówce przegrał ostatecznie 23:25. Iskra z kompletem zwycięstw lideruje w grupie A i będzie faworytem w dwóch pozostałych starciach z nieco niżej notowanymi rywalami.

 

Rywalizacja na Woli rozpoczęła się od dużo mniej emocjonującego starcia. Groszek Olszowiec Tyczyn, mimo iż nie dysponował pełnym składem, był absolutnym faworytem pojedynku z Weekend Team Racławówka. Pierwsze dwa sety zdecydowanie potwierdziły tą tezę. Kompletny brak przyjęcia i regularniej zagrywki uniemożliwił Racławówce podjęcie wyrównanej walki, a wyniki 25:15 i 25:14 chyba mówią same za siebie. W trzecim secie Weekend Team nieco się poderwał, poprawił grę, ale w końcówce nie potrafił utrzymać dobrej postawy i przegrał do 21.

 

Podobny przebieg miało drugie spotkanie w ramach rozgrywek grupy B. Problemów z rywalem nie miał drugi z faworytów do awansu z tej grupy- zespół HellBoys Niechobrz, który znając wynik bezpośredniego rywala nie mógł sobie pozwolić na błąd, bo pomyłek ten system rozgrywek raczej nie wybacza. Cały mecz przebiegał praktycznie bez historii, grający na luzie team z Niechobrza miał wyraźną przewagę. Pewnie atakował Tomek Włodyga, tradycyjnie w polu zagrywki silnymi serwisami popisywał się Łukasz Rzucidło. 25:19, 25:14, 25:18 i w niespełna godzinę faworyzowani HellBoysi rozprawili się z rywalem.

 

Pierwszy mecz w Racławówce tylko z pozoru był emocjonujący. Po dwóch bardzo dobrze zagranych, ale przegranych pojedynkach, Salos miał odnieść pierwsze zwycięstwo w starciu z NZP Boguchwała. Rzeszowski zespół kompletnie nie przypominał jednak ekipy z poprzednich meczy. Bez woli walki, bez koncentracji, ekipa Salosu przeszła gdzieś daleko obok tego meczu. Wygrała, bo rywal mógł przeciwstawić się tylko ambitną walką, którą zresztą zaprezentował. Spotkanie rozpoczęło się zaskakująco. Salos psuł zagrywkę za zagrywką, często gubił ustawienie i komunikacje w obronie. Rywale nie robili nic nadzwyczajnego, spokojnie serwowali i ambitnie bronili, dzięki czemu wygrali  do 21. W drugim secie Salos tylko nieznacznie poprawił swoja grę, co przejawiało się w lepiej wykonywanym serwisie. Przez długi czas wystarczało to na rywala, który przegrywał 7:15 i 14:19, by ostatecznie doprowadzić do dramatycznej końcówki, w której jednak zabrakło zimnej krwi i Salos wygrał do 29. Niemal identycznie przebiegał set III, nieznacznie różnił się tylko wynikiem, bo zakończony został przy stanie 25:23. W czwartym secie Salos dalej walczył z własnymi słabościami, trener Marek Motyka nie mógł zrozumieć co wyczyniają jego podopieczni. Ich przewaga potencjału była widoczna gołym okiem, ale nie sposób wytłumaczyć faktu, że prosta przebijana palcami piłka wpadała w parkiet praktycznie bez reakcji obrońców i to niejednokrotnie. Walczenie grający team z Boguchwały, którego grę na kontrach utrzymywali Mirosław Groszek i Piotr Rachwał po wygranej 28:26 doprowadził do tie-breaka. W tej partii w końcu z marazmu otrząsnął się rywal, który wygrał kilka ładnych kontr i zwyciężył do 12. Mimo zaciętych, wyrównanych końcówek spotkanie raczej do najładniejszych nie należało, bo na boisku rządził przypadek, wiele było szarpanych akcji i przede wszystkim błędów własnych.

 

Ciekawie zapowiadało się drugie starcie- GKSu Lubnia z Geronimo Rzeszów. Dwa pierwsze sety były bardzo podobne, ale w I Geronimo utrzymywało bliższy kontakt z rywalem. Przewaga GKSu była nieznaczna, jedno, dwu- punktowa.  Gracze z Lubeni bardzo skutecznie kończyli szybkie piłki rozgrywane do skrzydeł, często obijając blok rywala. Dochodziła do tego jeszcze dobra zagrywka, która przyczyniła się do zwycięstwa 25:21. W II partii, poza początkowym okresem przewagi Rzeszowian, dominowała GieKSa. Scenariusz podobny, recepta na sukces też, w efekcie ponownie 25:21. W trzecim secie Geronimo zaczęło popełniać jeszcze więcej błędów. Dobrze, równo grający zespół z Lubieni mógł się dziś podobać.  Nie zawodziła cała siódemka rywalizujących zawodników. Geronimo brakło atutów, żeby ugrać choćby seta z dobrze dysponowanym rywalem. 25:22 i w całym meczu 3 do 0. Po niemrawym początku GKS się rozkręca, a Geronimo po bardzo dobrym początku doznało pierwszej porażki.  

 

Teoretycznie emocji nie miało być w ostatnim meczu. Ekipa PSP PLUS Zgłobień do pojedynku z GOSiRem Frysztak przystąpiła jednak w odmienionym składzie i podjęła wyrównaną walkę, była nawet blisko ugrania co najmniej punktu. Pierwszy set od początku do końca kontrolowany był przez ekipę GOSiRu, która zwyciężyła do 21. Istotny dla przebiegu spotkania był set numer dwa. Nieźle grający Zgłobień prowadził już nawet 24:20, ale nie potrafił zachować chłodnej głowy, uległ wywieranej dobrą zagrywką presji rywala i stracił pozostałe sześć oczek tej partii! Frysztak prowadził, ale nie mógł odnaleźć swojej dobrej formy z poprzednich meczy. Zespół PSP PLUS nie podłamał się „frajersko” oddanym setem. Niezła zagrywka, dobra gra na kontrach i błędy rywali pozwoliły Zgłobniowi zwyciężyć 25:21 i przedłużyć spotkanie. IV partia to ciągła gonitwa. W pogoń za prowadzącym od początku GOSiRem rzucił się team PSP PLUS, przez chwilę wydawało się, że ma szanse doścignąć przeciwników, ale tego seta dwiema seriami w polu zagrywki rozstrzygnął dobrze grający rozgrywający z Frysztaka- Jakub Pyzocha. 

podobne wpisy