| BALS | Zacięty mecz na szczycie dla Strumyka Wola Zgłobieńska

BALS

Zacięty mecz na szczycie dla Strumyka Wola Zgłobieńska

Skoro po przeciwnych stronach siatki spotkały się pierwsza z drugą drużyną I ligi BALS, to musiało być ciekawie. Starcie niepokonanych dotąd drużyn Strumyka i Union Jacka zgodnie z przewidywaniami był bardzo zacięte i o wszystkim rozstrzygnął tie-break. Któraś z tych ekip musiała przegrać, padło na Rzeszowian, ale trzeba przyznać, że podział punktów w tym meczu był chyba zasłużony. Solidny krok w stronę awansu do play-offów zrobił Izol-Mont, pokonując Royali po meczu […]

Skoro po przeciwnych stronach siatki spotkały się pierwsza z drugą drużyną I ligi BALS, to musiało być ciekawie. Starcie niepokonanych dotąd drużyn Strumyka i Union Jacka zgodnie z przewidywaniami był bardzo zacięte i o wszystkim rozstrzygnął tie-break. Któraś z tych ekip musiała przegrać, padło na Rzeszowian, ale trzeba przyznać, że podział punktów w tym meczu był chyba zasłużony. Solidny krok w stronę awansu do play-offów zrobił Izol-Mont, pokonując Royali po meczu obfitującym w wiele obron. Ważne zwycięstwo odniosły Polskie Ubezpieczenia, choć Galaktyczni postawili im twardy opór i mogli pokusić się o co najmniej jedno oczko. W drugiej lidze rozegrano dwa bardzo istotne mecze w kontekście walki o wejście do finałów. Zwycięsko wychodziły z nich Wiśniowa i Babica, a trzy oczka za darmo otrzymał lider grupy A Opteam Strzyżów, bo X Team na mecz się nie stawił.

 

mecz Galaktyczni – Polskie Ubezpieczenia

 

 

Pojedynek Strumyka z Union Jackiem zapowiadał się szalenie ciekawie, bo oba zespoły od początku sezonu prezentują bardzo wysoką formę i zwyciężały we wszystkich pojedynkach, nie tracąc w nich choćby punktu. Spotkanie na szczycie z pewnością nie zawiodło oczekiwań i mogło się podobać bardzo licznie przybyłym kibicom, choć presja wyniku była wyczuwalna. Początek lepiej ułożył się dla Rzeszowian, choć to Strumyk zdobył trzy pierwsze punkty. Później jednak Union Jack wypracował trzy/ cztero punktową zaliczkę, której skutecznie pilnował. Gracze z Woli Zgłobieńskiej grali bardzo nerwowo i popełniali sporo błędów w polu. Rywale spisywali się dużo spokojniej, a różnicę robili szczególnie blokiem. W środkowej fazie seta, ekipa z Rzeszowa jeszcze powiększyła przewagę i ostatecznie wygrała 25:20. Drugi set był dużo bardziej wyrównany, od początku inicjatywa utrzymywała się po stronie Strumyka, ale nie była większa niż dwa oczka.  Oba zespoły bardzo dobrze grały w ataku. W zespole z Woli Zgłobieńskiej dynamicznymi zbiciami z lewego skrzydła popisywał się Tomasz Włodyga, z kolei grę Rzeszowian utrzymywał Jacek Podpora, który grał bardzo mądrze i silne ataki przeplatał ze sprytnymi kiwkami, bardzo dobrze czytając sytuację na boisku. Ostatecznie w końcówce Strumyk wygrał kilka przedłużonych akcji i zwyciężył do 21. Twarda, męska walka trwała także w trzecim secie. Tutaj również nikt nie mógł wypracować pokaźnej zaliczki. Strumyk w końcowej fazie seta uzyskał trzypunktową przewagę, jednak Rzeszowianie ambitnie walczyli do końca, mimo, że byli zespołem starszym, to poruszali się dużo żwawiej w obronie i podbijali wiele niesamowitych piłek. Obrońcy tytułu oparli ciężar ataku na środku i rywalom nie pomogło, że wyrywali do tych piłek podwójnym blokiem, bo Staszek Kuśnierz radził sobie znakomicie, zachowując wysoką skuteczność i jego drużyna zwyciężyła 25:23. W czwartej partii lepiej prezentował się Union Jack i tym razem to ten zespół dał popis kapitalnej gry środkiem. Mariusz Wiliczyński raz po raz nachodził na szybkie piłki i bez problemu atakował obok bezradnych siatkarzy z Woli Zgłobieńskiej. Zespół aktualnego mistrza ligi przegrywał czterema punktami, w końcówce mógł doprowadzić do remisu, ale nie wykorzystał kontry i przegrał do 22. Jak na hit przystało, o wszystkim rozstrzygał tie-break. Zdecydowanie lepiej rozpoczęli go siatkarze Strumyka, którzy prowadzili 3:0, 5:2, a na zmianie stron 8:4. Na lewym skrzydle znów szalał Tomek Włodyga, kilka kapitalnych piłek podbił libero Jakub Kłeczek. W pewnym momencie było nawet 10:5 dla Strumyka, przy serwisach Jacka Podpory Union Jack zmniejszył straty do dwóch punktów, ale przeciwnicy opanowali sytuację i zwyciężyli 15:11, a ostatni punkt po długiej wymianie zdobył grający z kontuzją Michał Pomianek, który w ten sposób zwyciężył po raz 47 z rzędu w BALSie!

UNION JACK  Rzeszów – STRUMYK Wola Zgłobieńska 2:3 (25-20, 21-25, 23-25, 25-22, 11-15)

MVP: Tomasz Włodyga (STRUMYK)

 

 

O pierwsze zwycięstwo w lidze zagrali Galaktyczni, ale zadanie mieli dosyć trudne, bo po przeciwnej stronie siatki stanął zespół Polskich Ubezpieczeń, który podniósł się po kiepskim początku sezonu i chce powrócić do walki o wejście do czwórki. Aby to osiągnąć rzeszowski zespół bezwarunkowo potrzebował zwycięstwa w pojedynku z Galaktycznymi. A początek wcale tej wygranej nie zwiastował, bo rywale w pierwszym secie spisywali się znacznie lepiej. Główną różnicę robiła zagrywka, w której Galaktyczni prezentowali się znacznie lepiej. W dodatku grali oni skutecznie ataku i utrzymywali przez całego seta wyraźną przewagę, zwyciężając do 18. Drugi set początkowo też nie układał się po myśli zespołu Polskich Ubezpieczeń. Galaktyczni nadal dobrze przyjmowali i często obijali blok rywala. Wydawało się, że ten zespół jest na najlepszej drodze do zwycięstwa w także i w tym secie, ale w pewnym momencie przeciwnicy przejęli inicjatywę. Sygnał do ataku dał Przemek Krawczak, który był niekwestionowanym liderem swojego zespołu. To on kończył najważniejsze piłki w zaciętej końcówce i dzięki temu jego drużyna zwyciężyła 25:23. Galaktyczni wcale nie rezygnowali z dalszej walki, choć w III secie prowadzenie było po stronie Polskich Ubezpieczeń. Dobre ataki Piotra Czajora pozwoliły zespołowi Galaktycznych utrzymywać dystans, ale w końcówce różnicę znów zrobił Przemek Krawczak i to on poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa 25:22, bo rywalom brakowało właśnie takiego lidera od kończenia piłek w newralgicznych momentach. Z Galaktycznych nieco uszło powietrze, zaczęło im się przytrafiać coraz więcej błędów. W obozie rywala do dobrze dysponowanego Krawczaka dołączył jeszcze Kuba Adamczyk i to było decydujące. Polskie Ubezpieczenia wygrały do 20, a w całym spotkaniu 3:1 i chyba odetchnęły z ulgą, bo łatwo nie było.

GALAKTYCZNI Rzeszów – POLSKIE UBEZPIECZENIA Rzeszów 1:3 (25-18, 23-25, 22-25, 20-25)

MVP: Przemysław Krawczak (POLSKIE UBEZPIECZENIA)

 

Na hali w Lutoryżu spotkały się dwa bardzo doświadczone i grające od dłuższego czasu w naszej lidze zespoły Royali i Izol-Montu. Przed meczem mogło się wydawać, że faworytem będą ci pierwsi, bo przeciwnicy przystąpili do tego pojedynku w mocno okrojonym składzie, a na przyjęciu z konieczności musiała grać libero drużyny Katarzyna Sondej.  To starcie było jednak bardzo zacięte i obfitowało w wiele emocjonujących i długich akcji. W inauguracyjnej odsłonie długo trwała walka punkt za punkt, dopiero w końcówce Royale zdołali odskoczyć na kilka punktów i ostatecznie wygrali do 20. Tempo meczu znacząco spadło na początku drugiego seta. Był to zdecydowanie najgorszy fragment tego spotkania, w którym dominowały praktycznie tylko popsute serwisy. Obie ekipy wróciły do lepszej gry w drugiej części tej partii. W końcówce różnicę zagrywką zrobili Radosław Tworek i Jakub Szalacha, co pozwoliło Izol-Montowi wygrać do 16. Najbardziej zacięty był set numer trzy, który okazał się decydujący dla losów rywalizacji. W połowie partii Royale wyszli na prowadzenie 16:13 i wydawało się, że zmierzają do zwycięstwa. Przeciwnicy nie zamierzali jednak składać broni. Izol-Mont prezentował urozmaiconą siatkówkę, a grę dobrze rozprowadzał R. Tworek. Dzięki temu jego ekipa odrobiła całość strat i po emocjonującej końcówce zwyciężyła 28:26. Przygaszony zespół Royali nie podjął walki w czwartej odsłonie, a cała ekipa Izol-Montu spisywała się kapitalnie w polu serwisowym, co zaowocowało zwycięstwem do 15 i pozwoliło zapisać bardzo ważny komplet punktów na swoim koncie.

ROYALE Rzeszów – IZOl-MONT Rzeszów 1:3 (25-20, 16-25, 26-28, 15-25)

MVP: Radosław Tworek (IZOL-MONT)

 

 

Spotkanie Maratonu Babica z PSP PLUS Zgłobień miało dość istotne znaczenie dla układu tabeli grupy A, bo obie ekipy uzyskały jak dotychczas  taką samą ilość punktów i mają sporą szansę na wejście do premiowanej awansem do finału dwójki. Spotkanie wbrew przewidywaniom nie było jednak zbyt zacięte. Szczególnie w pierwszej odsłonie, kiedy to   zespół z Babicy robił ogromną różnicę serwisem i przeciwnicy praktycznie nie mogli wyprowadzać regularnych ataków, przez co przegrali do 16. Obraz gry nie uległ zmianie także i w drugiej odsłonie. Spotkanie na pewno do porywających nie należało, wszystko rozstrzygało się w polu zagrywki, a tam dużo lepiej dysponowani byli siatkarze Maratonu. W tym starciu sporo było nerwowych i szarpanych akcji, z kolei trudno było doszukiwać się efektownych ataków. Zespół z Babicy wygrał do 18 i wydawało się, że pewnie zmierza do zdobycia trzech oczek. W trzeciej partii nawiązała się w końcu wyrównana walka, zespoły podbiły kilka piłek, zatem zaczęło się „coś” dziać na boisku. Inicjatywa ciągle pozostawała po stronie Maratonu, zespół ten prowadził nawet 24:19, ale rywale uzyskali punkt kontaktowy po serwisach Pawła Pukały. Po przerwie dla Maratonu ten zawodnik pomylił się jednak w zagrywce i z ważnych trzech punktów mogli cieszyć się zawodnicy z Babicy.

MARATON Babica – PSP PLUS Zgłobień 3:0 (25-16, 25-18, 25-23)

MVP: Tomasz Szostek (MARATON)

 

 

W pojedynku Geronimo z dobrze spisująca się ostatnio Wiśniową trudno było o wskazanie faworyta, a spotkanie było szczególnie ważne dla tych pierwszych, dla tego przyjechali oni w dość mocnym składzie. Mecz był  zacięty i mógł się podobać. Dwie pierwsze odsłony przebiegały w podobny sposób i kończyły się tym samym wynikiem. W pierwszej części  seta obie drużyny grały punkt za punk i nikt nie mógł osiągnąć wyraźnej zaliczki. Dopiero w końcówkach inicjatywę przejmowała drużyna z Wiśniowej, której grą dobrze kierował debiutujący w roli rozgrywającego, w miejsce kontuzjowanego kolegi, Krzysztof Zimny. Trzeci set był dużo bardziej zacięty, a drużyna Wiśniowej mimo, iż grała bardzo skutecznie w ataku, nie mogła odskoczyć, bo psuła masę zagrywek. W zaciętej końcówce szczęście uśmiechnęło się do tego zespołu, który zwyciężył 27:25.  

GERONIMO Rzeszów- Wiśniowa 0:3 (20-25, 20-25, 25-27)

MVP: Krzysztof Zimny (Wiśniowa)

 

 

OPTEAM Strzyżów – X TEAM Rzeszów 3:0 (15:0, 15:0, 15:0) walkower 

podobne wpisy